+48 77 456 58 16
Pon - Pt: 08:00 - 17:00

TSUNAMI vs OGARNIJ TO – słowa i skuteczna komunikacja werbalna

Słowo „tsunami” pochodzi z języka japońskiego. Na polski można je przetłumaczyć jako fala portowa („tsu” – port, przystań; „nami” – fala) lub fala oceaniczna wywołana podwodnym trzęsieniem ziemi, wybuchem wulkanu, osuwiskiem ziemi lub rzadko w wyniku upadku meteorytu (źródło: Wikipedia). Słowo to od wieków było znane i używane w obszarach, w których zjawisko to występowało, historia bowiem odnotowuje pojawianie się tsunami od 6100 p.n.e. i wcześniej. W języku angielskim słowo to po raz pierwszy pojawiło się w 1897 roku w książce Lafcadio Hearna „Gleanings from Buddha Fields”. Od kiedy „tsunami” funkcjonuje w świadomości i w tekstach polskich, badaczom nie udało mi się ustalić, chociaż książki Hearna tłumaczono na polski już na początku XX w.

Niewątpliwie jednak słowo to pojawiło się w świadomości polskiej dzięki mediom, po wydarzeniach, które ostatnio miały miejsce w Japonii i na Haiti. Wszyscy usłyszeliśmy i zobaczyliśmy zdjęcia miejsc po przejściu tsunami. Prawdopodobnie wszyscy w Polsce wiemy, co to słowo oznacza.

Szczególnie w ostatnim 30-leciu język polski przyjął mnóstwo zapożyczeń, zwłaszcza z języka angielskiego. Pojawiają się takie wygibasy językowe jak czardżować, bukować, drinkować, oł maj god, krejzi itp. Do codziennego języka wdzierają się też nowe słowa wywodzące się z nowoczesnych technologii, bez których współcześnie nie moglibyśmy się komunikować, np. post, smartfon, mejl, laptop itp.

Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak wielki wpływ mają tego typu zjawiska językowe na komunikację werbalną, szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę różnice pokoleniowe oraz to, że życie społeczne dzisiaj praktycznie nie istnieje bez różnego rodzaju mediów. To właśnie media w coraz większym stopniu kształtują w nas postawy, perswadują nam przekonania oraz narzucają środki i język komunikacji.

Jednak, pomimo braku ograniczeń komunikacyjnych, czy nie mamy czasami poczucia, że powiedzieliśmy lub napisaliśmy coś, co zostało źle zrozumiane lub w ogóle niezrozumiane? Z pewnością tak. Jako tłumacz często mam do czynienia z tekstami, które zostały napisane lub przetłumaczone w sposób kompletnie niezrozumiały. Oznacza to, że ze względu na wady (np. błędna interpretacja, błędny dobór słów, błędna składnia czy nawet interpunkcja) komunikat, jaki poprzez tekst miał być przekazany, został przekazany nieskutecznie.

Komunikacja bowiem oznacza przekaz pewnej informacji oraz zdolność do odbioru i właściwego zrozumienia tego przekazu. Proces ten przebiega w trzech etapach:

  • Najpierw w umyśle osoby chcącej przekazać komunikat pojawia się myśl.
  • Aby ta myśl/komunikat mógł zostać przekazany drugiej osobie, musi zostać zakodowany, czyli otrzymać określone brzmienie (np. słowne).
  • Ostatnim etapem procesu jest odkodowanie, czyli zrozumienie tego komunikatu przez odbiorcę.

W procesie komunikacji mogą pojawić się różnego rodzaju zakłócenia, które sprawiają, że komunikat staje się niezrozumiały. W odniesieniu do komunikacji werbalnej zakłóceniami tymi mogą być np. zaburzona płynność wypowiedzi, nieodpowiednia intonacja, akcentowanie lub siła głosu, lecz przede wszystkim niewłaściwy dobór słów, który może negatywnie wpłynąć na precyzję wypowiedzi.

Najprawdopodobniej większość konfliktów pomiędzy ludźmi ma swój początek w problemach komunikacyjnych. Zastanówmy się, jak często zdarza nam się agresywnie reagować, gdy słyszymy: „ty ZAWSZE się spóźniasz” lub „ty NIGDY mnie nie słuchasz”. Tego typu wypowiedzi niosą za sobą określone łatki i etykietki: np. jesteś leniem lub masz wszystko gdzieś, z którymi nie chcemy się zgodzić, i zapiekle dążymy do przedstawienia swoich racji. Tak powstaje konflikt, nieporozumienie, niezrozumienie i – w najlepszym wypadku – foch.

Szczególnie w pracy, gdzie gonią nas terminy i działamy w stresie, precyzyjna i skuteczna komunikacja jest niezwykle istotnym elementem porozumienia i sukcesu całego zespołu. Słowo „precyzja” wydaje się być kluczowe. Stosując różne skróty myślowe, nigdy nie możemy być pewni, że zostaliśmy właściwie zrozumiani. Jeśli powiemy podwładnemu pracownikowi: „Weź, ogarnij temat” lub „Idź ogarnąć salę konferencyjną przed spotkaniem”, jakie tak naprawdę wydajemy mu polecenie? Co on właściwie ma zrobić?

Słowo „ogarnąć” w różnych odmianach ostatnio dominuje w wypowiedziach i stało się zamiennikiem lub słowem-wytrychem stosowanym w tak wielu sytuacjach, że właściwie mogłoby ono zastąpić wszystkie inne. Tylko czy porozumielibyśmy się rzeczywiście skutecznie? A co z wyrażaniem uczuć? Usłyszałam ostatnio jak chłopak powiedział do zapłakanej dziewczyny: „Weź się ogarnij”, i nie wiem, czy on troskliwy był, czy poirytowany.

Według Rady Języka Polskiego język polski zawiera od 6 do 10 tysięcy słów. Miliony lat ewolucji, tysiące lat rozwoju i budowania kultury, a nam – u progu 2017 r. – wystarczy się „mega ogarnąć”.

Mamy obecnie możliwości, jakich nigdy wcześniej w naszej cywilizacji nie było. Mamy szybki i nieograniczony dostęp do wiedzy z każdej dziedziny. Mamy wyjątkowy dostęp do szkół, kursów i szkoleń. Mamy setki opcji do wyboru. Ogarnijmy się więc, póki jeszcze do siebie nie szczekamy.

Tekst: Ewa Rogozińska, specjalista z zakresu komunikacji międzykulturowej i etykiety w biznesie, tłumacz przysięgły języka angielskiego

www.e-sowa.eu

Fot.: Mk Hernandez

Szybka
wycena
Zapytanie zostało pomyślnie wysłane.