+48 77 456 58 16
Pon - Pt: 08:00 - 17:00

Dlaczego nie udaje się dotrzymać postanowień noworocznych?

Praktycznie każdy z nowym rokiem postanawia zmienić coś w swoim życiu. Według doniesień wielu portali jednym z najpopularniejszych postanowień Polaków jest odchudzanie i zmiana swojego wyglądu; kolejnym jest rzucenie nałogów i zmiana pracy na lepszą. Pomimo że chętnie składamy postanowienia noworoczne, rzadko je realizujemy. Na czym polega trudność w wytrwaniu w swoich postanowieniach?

Wprowadzenie każdej zmiany wymaga spełniania kilku czynników. W zależności od tego, czy jest to wielka i znacząca zmiana, będzie ona wymagała odwagi podjęcia ryzyka rzucenia się w nieznane. Rzucenie się w nieznane w tym przypadku to nie dwutygodniowa podróż do egotycznych krajów z zapewnionym hotelem i posiłkami. To może być prawdziwy survival. Warunkiem niezbędnym podjęcia takiej decyzji jest wewnętrzna akceptacja zmiany i przekonanie o jej słuszności. Przykładem tego może być decyzja o otwarciu własnej firmy. Trzeba być przygotowanym na to, że będą wzloty i upadki – czasami bardzo bolesne. Trzeba też rozważyć swoje predyspozycje, swoją wytrzymałość i odporność, które pozwolą na konsekwentne realizowanie obranego planu. Krótko mówiąc, trzeba opuścić swoją strefę komfortu.

Strefa komfortu to psychologiczna przestrzeń bezpieczeństwa, często bardzo złudna. Tkwienie w strefie komfortu to swego rodzaju pułapka, która powstrzymuje przed podejmowaniem nowych wyzwań z obawy przed porażką, utratą bezpieczeństwa lub ogólnie pojętej wygody. Skrajnym tego przykładem jest więzień – w sensie dosłownym i w przenośni, który potrafi żyć tylko w więzieniu. Tam dopracował się swojej pozycji w hierarchii, zna zasady i w takim oswojonym środowisko czuje się bezpiecznie.

Wyjście ze strefy komfortu niewątpliwie wymaga także rygorystycznej dyscypliny, utrzymanie której w długim czasie jest niezwykle trudne. Przyjęcie postanowienia, że od teraz wchodzę na drakońską dietę, rzucam palenie i uczę się języka obcego lub robię brzuch na siłowni może wkrótce – w wewnętrznej rozmowie ze sobą – zostać wyperswadowane argumentami, że przecież są przyjemniejsze rzeczy, czyli najczęściej te stare przyzwyczajenia. Tym bardziej, że jak już zrobimy ten brzuch, trzeba go jeszcze utrzymać. I nagle okazuje się, że osiągnięcie docelowej wymarzonej wagi lub rzeźby to nie koniec, lecz dopiero początek. Osiągnięty efekt, czegokolwiek by nie dotyczył, wymaga kontynuacji. Trudno powiedzieć, co będzie kosztowało więcej wyrzeczeń: etap dochodzenia do celu czy etap utrzymywania osiągniętego celu, rozwoju i kolejnych osiągnięć. W chwili słabości wpadamy w emocjonalne i wagowe jojo, motywacja pryska jak bańka i nadchodzi poczucie porażki. W konsekwencji poczucie własnej wartości maleje w tempie przyspieszonym. Męczące i demotywujące staje się już samo gadanie o zmianie i o tym, że od nowego roku, od poniedziałku, od jutra zmieniamy życie. Im dłużej bowiem utrzymujemy przekonanie o porażce, tym trudniej przychodzi podjęcie decyzji o zmianie. Jeśli natomiast uda nam się pokonać swoją słabość, rośniemy we własnych oczach, a każde osiągnięcie dodaje nam skrzydeł i motywacji, aby sięgać po więcej.

Zmiana budzi w nas lęk i opór szczególnie wtedy, gdy jesteśmy tej zmianie podporządkowani, np. w pracy. Czasami nawet zmiana ustawienia biurka, zmiana sposobu wysyłania maila lub wprowadzenie nowej procedury automatycznie wywołuje w nas sprzeciw. Na korytarzu dyskutujemy z innymi, kwestionujemy i zadajemy pytania w stylu, „A po co to? Przecież było dobrze. To nie ma sensu.” itp. Zachowanie to odzwierciedla dokładnie tezę niemieckiego filozofa Artura Schopenhauera, który pisał, że każde dochodzenie do prawdy, a zatem uleganie zmianie, przechodzi przez trzy etapy: najpierw następuje jej wyszydzenie, później gwałtowny opór, a w końcu stan uznawany jest za oczywisty.

Okazuje się, że wprowadzanie zmian w organizacjach, takich jak zakłady pracy, jest do tego stopnia trudne, że problem ten stanowi odrębne zagadnienie badań nad zarządzaniem zmianą. Zarządzanie zmianą jest bowiem procesem, którego nie można do końca zaplanować, przewidzieć czy określić, ponieważ przebiega on w zespole ludzkim, czyli w grupie generalnie stawiającej opór wobec zmiany.

Jakkolwiek bezpiecznie i bezproblemowo chcielibyśmy przejść przez życie, już Heraklit z Efezu (535 p.n.e. – 475 p.n.e.) twierdził, że „jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana”. Od tego czasu w tej kwestii nic się nie zmieniło oprócz może jednej rzeczy – niezwykłego przyspieszenia zachodzących zmian w świecie, w którym żyjemy i konieczności równie szybkiego dostosowania się do zmieniających się warunków życia. Warto więc zastanowić się, czy będziemy sami podejmować decyzje o własnym życiu i zmianach, czy decyzje te będą podejmowane za nas. Czy tego chcemy czy nie, samo dostosowanie się do wymagań zewnętrznych to też zmiana. Zawsze też można podjąć decyzję, że nie podejmujemy żadnych zmian, ale to z kolei też jest decyzja. Może więc warto się odważyć.

Jak pisała Wisława Szymborska, „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono. Mówię to wam ze swego nieznanego serca.”

Tekst: Ewa Rogozińska, specjalista z zakresu komunikacji międzykulturowej i etykiety w biznesie, tłumacz przysięgły języka angielskiego

www.e-sowa.eu

Fot.: Maxpixel

Szybka
wycena
Zapytanie zostało pomyślnie wysłane.